Sensei Marian Wiśniewski (23-24.11.2002, Poznań)

W listopadowy weekend, tydzień przed Andrzejkami, gościliśmy w naszym klubie opiekuna „Shin Dojo” sensei’a Mariana Wiśniewskiego. Listopad to już tradycyjnie okres pierwszej w „sezonie” wizyta sensei’a w naszym dojo. Dla wielu spośród nas była to pierwsza okazja do spotkania z Marianem Wiśniewskim jak i nauczycielem aikido o tak wysokim stopniu mistrzowskim w ogóle.
Nie inaczej było i tym razem, a z uwagi na fakt, że liczba świeżo upieczonych aikidoków była dość znaczna, treningi stażowe zostały podzielone na grupy zaawansowania. Podziału dokonano wg schematu: pierwsza grupa – osoby bez kyu i z 6 kyu, druga grupa – posiadające 5 kyu i wyżej. Był również specjalny trening dla „hakam”, ale o tym za chwilę.
Podczas stażu z sensei Wiśniewskim wykonywaliśmy podstawowe techniki z ataków aihanmi i gyakuhanmi, takie jak ikkyo, nikyo, irimi nage czy tenchi nage. Nie był to jednak kihon. Na stażu pojawiły się zarówno nieco bardziej rozbudowane wersje technik, np. przez dodanie tenkanów, jak również wersje maksymalnie skrócone, jak np. wykonywanie ikkyo czy nikkyo z błyskawicznym zejściem tori do suwari waza. Ten element techniczny, ze sprowadzeniem do parteru i kontrolą partnera był dla nas dość trudny, ale z pewnością będzie stanowił ciekawe uzupełnienie naszej codziennej praktyki.
Pod względem technik treningi obu grup były do siebie zbliżone. Jednak na poszczególnych treningach sensei Wiśniewski zwracał uwagę na odmienne problemy, jakie się pojawiają przy ich wykonywaniu. Osobną sprawą był natomiast trening dla „hakam”, który odbywał się na zakończenie sobotnich spotkań na macie.
Byłem niezmiernie ciekawy, co też interesującego można zaserwować zaawansowanym w ciągu półgodzinnego treningu… No i można… Biedactwa w czarnych portkach przez całe pół godziny w ośmioosobowych grupach wykonywały trzy rodzaje kokyunage w tachi i suwari waza. Pot lał się strumieniami i nie było chwili odpoczynku. Brawo za kondycję. Swoja drogą niezły sprawdzian przed egzaminami na stopnie mistrzowskie i wyższe stopnie uczniowskie.
Drugi dzień stażu to przede wszystkim egzaminy na stopnie od 6 do 3 kyu. To co koniecznie o egzaminach należy powiedzieć: trwały długo i były bardzo męczące. Sensei Wiśniewski nie oszczędził nawet debiutantów zdających na 6 kyu. Po zejściu z maty, jak to kiedyś określił pewien komentator sportowy, „nogi stały się ciężkie jak z waty”. To dość dobrze opisuje odczucia zdających dotyczące ich dolnych kończyn po zakończeniu egzaminu. Jeżeli chodzi o techniczną stronę egzaminu to egzaminy na wszystkie stopnie zostały ocenione bardzo wysoko. Systematyczna, ciężka praca się opłaciła.
To chyba wszystko o naszym listopadowym spotkaniu z Sensei’em Marianem Wiśniewskim. Oczywiście nie muszę wspominać, że sobotni wieczór spora grupa osób spędziła na treningu „tegatana” (pokal nieodzowny atrybut) i „tanecznych tenkanów”. Zabawa jak zwykle była na 102 i jak się okazało nie przeszkodziła zdać egzaminu śpiewająco. Osoby które w niej nie brały udziału niech wezmą tą myśl pod uwagę. Do zobaczenia na macie!
Rafał Stasik


























