A tak jakoś wzięło mnie na wspominki – odszukałem na naszym forum opis moich wrażeń po pierwszym treningu w Shin Dojo.

A więc to było tak: o studiowaniu Aikido myślałem już za starych dobrych czasów licealnych. Niestety w mojej małej mieścinie (polecam wiersze Andrzeja Bursy ) nie było takiej możliwości. Potem udałem się na studia do stolicy Pyrlandii i spełnienie mojego marzenia było na wyciągnięcie ręki…

Kolejną przeszkodą (na szczęście już ostatnią) była konieczność noszenia okularów. Na szczęście ktoś (chwała mu za to!!!) wymyślił soczewki kontaktowe i życie naprawdę stało się prostsze . Także z początkiem drugiego roku studiów rozpocząłem intensywne poszukiwania klubu Aikido w Poznaniu.

W tamtych czasach (ach jak to zabrzmiało…) wybór był oczywisty – albo Czarny Pas albo Shin Dojo. Pamiętam, że spisywałem dane ze słupa na ulicy Mielżyńskiego. I z tego co pamiętem, to najpierw zadzwoniłem do Czanego Pasa, ale nikt nie odebrał.Potem był krótki telefon z drugiej opcji i… chyba rozmawiałem z Sensejem Adamem. Były standardowe odpowiedzi na standardowe pytania („czwartek, 19.30, wystarczy przyjść w dresie”). No i przyszedłem…

Moje wrażenia po pierwszym treningu? Treningu nie pamiętam, ale za to doskonale pamiętem, co się działo w ciągu kilku następnych dni… Nigdy nie sądziłem, że można mieć zakwasy np. w miejscach między palcami u nóg… nigdy nie sądziłem, że można mieć tak potężne zakwasy dosłownie WSZĘDZIE!!!

Ale warto było… Ze starej ekipy SD pamiętam Krzyśka, Kacpra, Rafała, Patryka i paru innych (już teraz dla mnie bezimiennych). Aha! Pamiętam że musiałem wtedy robić fikołki, co zarówno wtedy jak i teraz jest pewnym wyzwaniem (chociaż z dwóch różnych powodów).

Ech.. łezka się w oku kręci ze wzruszenia… :-)

Więcej wspomnień o pierwszych treningach w Shin Dojo znajduje się na naszym forum – zapraszamy do lektury tych fascynujących opowieści.