A więc to było tak: o studiowaniu Aikido myślałem już za starych dobrych czasów licealnych. Niestety w mojej małej mieścinie (polecam wiersze Andrzeja Bursy ) nie było takiej możliwości. Potem udałem się na studia do stolicy Pyrlandii i spełnienie mojego marzenia było na wyciągnięcie ręki...
Kolejną przeszkodą (na szczęście już ostatnią) była konieczność noszenia okularów. Na szczęście ktoś (chwała mu za to!!!) wymyślił soczewki kontaktowe i życie naprawdę stało się prostsze . Także z początkiem drugiego roku studiów rozpocząłem intensywne poszukiwania klubu Aikido w Poznaniu.
W tamtych czasach (ach jak to zabrzmiało...) wybór był oczywisty - albo Czarny Pas albo Shin Dojo. Pamiętam, że spisywałem dane ze słupa na ulicy Mielżyńskiego. I z tego co pamiętem, to najpierw zadzwoniłem do Czanego Pasa, ale nikt nie odebrał.Potem był krótki telefon z drugiej opcji i... chyba rozmawiałem z Sensejem Adamem. Były standardowe odpowiedzi na standardowe pytania ("czwartek, 19.30, wystarczy przyjść w dresie"). No i przyszedłem...
Moje wrażenia po pierwszym treningu? Treningu nie pamiętam, ale za to doskonale pamiętem, co się działo w ciągu kilku następnych dni... Nigdy nie sądziłem, że można mieć zakwasy np. w miejscach między palcami u nóg... nigdy nie sądziłem, że można mieć tak potężne zakwasy dosłownie WSZĘDZIE!!!
Ale warto było... Ze starej ekipy SD pamiętam Krzyśka, Kacpra, Rafała, Patryka i paru innych (już teraz dla mnie bezimiennych). Aha! Pamiętam że musiałem wtedy robić fikołki, co zarówno wtedy jak i teraz jest pewnym wyzwaniem (chociaż z dwóch różnych powodów).
A jak u Was było? Jakieś szczególne wrażenia po pierwszym treningu Aikido?
Szymon Weteran
_________________ one ikkyo to rule them all
Ostatnio zmieniony przez szymon 2003-07-16, 10:26, w całości zmieniany 1 raz
Wysłany: 2003-07-14, 15:48 Za górami, za lasami ...
Jak się okazuje słupy przyciągają i oczarowują.
Też miałem to szczęscie, że trafiłem do Shin Dojo (chociaż inne plakaty bardziej kolorowe były)
Pierwszy raz było to prawie 3 lata temu. Wszedłem do dojo żeby się zapisać. W "kantorku" był Wojtek i jeszcze jedna osoba płci męskiej (ale o tym dalej). Grzecznie poproszony przez Wojtka o podanie imienia i nazwiska - odpowiedziałem: Sebastian Stasiuk. Wojtek zapisał a osobnik, o którym już wspomniałem na to: "Kto Ci tak sp.....rzył nazwisko?
Myśle sobie: o co gościowi chodzi? Pierwszy raz mnie widzi i z takim pytaniem!! ?
Potem wszystko okazało się jasne i nie powinno dziwić. To był Rafał Stasik.
A trening? No cóż. Wstyd mi było, że nie umiem zwykłego przewrotu w przód.
Tyle pamiętam.
Pozdrawiam
_________________ Sebastian Stasiuk
China-Poland Economic Co-operation Centre Ltd.
ul. Witkowska 6
61-039 Poznań
To teraz ja...
Spory kawalek zycia tzw. sportowego spedzilem na silowni. Wiele temu okresowi zawdzieczam, m.in. nauczylem sie systematycznosci i cierpliwosci i tego ze mozna wiele lat praktykowac cos co nie orzynosi wymiernych rezultatow Jednak towarzystwo wielkich intelektualistow na silowni bylo coraz trudniejsze do zniesienia. Przez calkowity przypadek uslyszalem o treningu aikido. O aikido wiedzialem co nieco ze starych ksiazek Milkowskiego i Wozniaka i wiedzialem ze jest bardzo trudne i bardzo hm... "estetyczne". Postanowilem obaczyc toto. No i po obejrzeniu jednego treningu , a w zasadzie juz po 15 minutach wiedzialem, ze to wlasnie chce robic . Obawialem sie ze treningi beda monotonne i nudne. Nic z tych rzeczy. Jak sie okazalo nie ma dwoch takich samych treningow, a sposobow cwiczenia jest tyle ilu cwiczacych.
No i towarzystwo na macie pierwszorzedne. Wierzcie nie ma lepszego!
No i pamietam jak kiedys do pokoju senseia wlazl koles i przedstawil sie jako pan Stasiuk... pomyslalem "Matko ale mu ktos s....il nazwisko", a ze u mnie z uwagi na mala srednice czaszki z mozgu droga krotka do ust... to w ten sposob poznalem Sebastiana - pierwszego kucharza wsrod aikidokow i pierwszego aikidoke wsrod kucharzy.
_________________ "It's not a race, it's a journey" - RUSH"Out of the cradle"
Samurai Jack Pomógł: 1 raz Posty: 143 Skąd: Poznań
Wysłany: 2003-07-15, 13:27 Mój pierwszy raz
Witam Serdecznie.
Oto mój pierwszy wpis na forum o pierwszym razie. Przypuszczam, że chodzi tu o pierwszy kontakt ze sztukami walki. Tak więc było to dawno dawno temu. Tak dawno, że sam juz tego za bardzo nie pamiętam. Pamiętam tylko tyle, że było to karate gdzieś na początku szkoły podstawowej. Tak to własnie mały samuraj Jack rozwijał swoją mloda osobowość w duchu japońskich wojowników. Jednakże gdzieś w okolicach końca szkoły podstawowej nadszedł kres Karate. Zmiana nastawienia do sztuk walki. Szukałem czegoś innego bardziej odpowiadającego mojej osobowości. Szczerze mowiąc nie za wiele się mowiło w tym czasie w Poznaniu o Aikido i mimo, że o myślałem o treningu Aikido trafiłem na trening innej sztuki walki, gdzie wytrzymalem rok (więcej informacji w rozmowach prywatnych). Potem nadeszła era Aikido (rok chyba 1995/96). To było właśnie to, to czego szukałem. Nie tylko piękna i pozbawiona agresji sztuka walki, ale i zetknięcie się z żywą tradyzją samurajów. Potem nastapiły pewne perturbacje (szczegóły w rozmowach prywatnych) i po wakacjach '98 zakończyło sie moje cwiczenie Aikido. Szukałem po tym diabelnym Poznaniu fajnego klubu i znalazłem dopiero w listopadzie.
W tym miejscu nalezy zaznaczyć, że z sensei Wojtkiem chodziłem na kurs japońskiego już od września, ale jako, że oboje nalezymy do bardzo rozmowynych, o klubie Aikido prowadzonym przez niego dowiedziałem się dopiero w listopadzie. Od razu tego samego listopadowego dnia zacząłem ćwiczyć w Shin Dojo i tak jest do dziś.
Ufff długa to była opowieść, no ale tak właśnie było.
Przepraszam jeżeli kogoś zanudziłem.
Życzę miłej zabawy w Złotowie (mnie tam niestety nie będzie )
To było w czasie ferii w Charzykowie... Ona była z Warszawy, harcerka... Potem mi napisała, że nie mamy przyszłości, bo ona ma chopaka, którego bardzo kocha...
Aaa... miało być o aikido! Well... w moim przypadku było raczej banalnie. Wojtek Gorzelańczyk otworzył w 1993r. (kurde, to już 10 lat!) w Chojnicach klub, a w mojej pracy, Zakładzie Poprawczym, zaproponował kurs samoobrony... Po trzech miesiącach przeszedłem do sekcji w mieście, bo się reszta z 30 chłopa wykruszyła... 6 kyu zdawałem po roku ćwiczeń, dlatego mam tak solidne podstawy . Rok później, z powodu kłopotów z instruktorami, już sam musiałem prowadzić zajęcia... I tak się toczy...
Wtorek 09. 03. 1999, 8.56 AM "Kurczę, muszę sobie przestawić zegarek. Mam datownik na 6.03., a to oznacza, że dzisiaj jest już dziewiąty. Przyjechałam rano do HCP ale "plotka" o godzinach rektorskich okazała się prawdą. Mam do wyboru: wracać do domu albo jechać do Ani, z czego oczywiście wybiorę to drugie -> muszę jej oddać zeszyty. Poza tym umówiłyśmy się, że pojedziemy kupić chrzanioną książkę do prawa. Ale to dopiero o dwunastej. No to mam wolne. Hm.
Jednak spotkałam kogoś. Zapomniałam o Wojtku i Marcinie. Rozwieszali plakaty aikido. Czy ktoś wie o co tu kurka chodzi
Dobra, jadę. Tylko jeszcze sprawdzę jak wyglądam "
A tak poważnie... pierwszy trening? Nie wiem. Byłam już oswojona. W maju zeszłego roku przyjechałam do Wojtka po książkę ("niezłe ubranko" = hakama) i wtedy poznałam aikido. Pamiętam, że właśnie mówił mi o obozie w Złotowie kiedy do kantorka wszedł STAS. Tajemniczy osobnik rzucił okiem, powiedział cześć, zabrał Dziadka i cicho wyszedł. To była środa. W piątek przyjechałam jeszcze na miecze (integracja w dramacie do czwartej rano ). Po wakacjach, we wtorki i czwartki, moje myśli dziwnie krążyły wokół Cichej. Aż wreszcie, siódmego listopada... (to był piątek he, he i bokken (mniam)) mata wydała mi się wyjątkowo miękka.
_________________ Okazywanie sobie wzajemnej życzliwości nie zaszkodzi, nawet, jeśli nie mówimy jednym głosem.
Ostatnio zmieniony przez Cytrynka 2003-10-05, 10:36, w całości zmieniany 4 razy
Święte zasady admina? Raczej nie. Po prostu zależy mi na tym, żeby posty były w miarę na temat . Tak trudno taki post napisać?
Poza tym zawsze można założyć inny wątek na forum
I cieszę się, że dopisałaś jak to było z Twoim przyjściem na aikido .
szymon
_________________ one ikkyo to rule them all
Woland Pomógł: 1 raz Posty: 169 Skąd: Bydgoszcz/Poznań
Wysłany: 2003-10-05, 18:27
Na początku podstawówki zacząłem trenować karate shotokan. Potrwało to kilka lat, po czym stwierdziłem, że obijanie ludziom twarzy, to jednak nie jest moje marzenie.
Nie zrozumcie mnie źle - karate to też sztuka, a nie brutalny sport, ale w klubie, w którym trenowałem był ogromny nacisk na wyniki sportowe. Jeśli się nie jeździło na zawody i nie przywoziło medali, to było się jakby członkiem drugiej kategorii. To także mi nie odpowiadało.
No więc zrobiłem sobie przerwę. Później przyjechałem do Poznania na studia i już wcześniej zdecydowałem, że poszukam tu klubu Aikido. Wybierałem między Shin Dojo i Czarnym Pasem i nie zgadniecie, co mnie przekonało...
Z powodu mojej wady wzroku wolałem najpierw zapytać instruktorów o zdanie. Zrobiłem to mail'em i... Wojtek odpowiedział szybciej i sensowniej niż Czarny Pas. No i oto jestem
_________________ "Kto się rano wcześnie zbiera
Ten szybko umiera..."
Hehehe... A mnie na matę zaciągnął Radek (który dołączył do Shin Dojo miesiąc wcześniej) twierdząc, że świetnie zrobi mi to na potężną chandrę, jaką wtedy przechodziłam po... ee, co ja tam będę pisać, po czym Przyszłam, obejrzałam... i jeszcze tego samego dnia spakowałam dresik Nazajutrz - pierwsze kroki tenkanopodobne i upadki na niewymowne części ciała Ale jazda! Nie wiem, czy mogłam trafić lepszą kuracja smutkobójcza
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach