W zeszłą niedzielę miałem okazję być pierwszy raz na stażu aikido kobayashi z Sensei Patrick Matoian (6 dan aikido). Było… hmm… ciekawie, inspirująco, zastanawiająco, zaskakująco, po prostu inaczej. Cytując Klasyka (czyli Sensei Mariana W.) – “tak samo ale inaczej“. Co mnie najbardziej zaskoczyło?:

  • przebieg stażu – treningi były zarówno “otwarte” (dla wszystkich uczestników stażu) jak i “zamknięte” – dla osób powyżej (chyba) 2 kyu. Owe zamknięte treningu to tzw. treningi EFE, czyli przygotowywujące do bycia instruktorem. Niestety osoba z która rozmawiałem na ten temat powiedziała mi tylko tyle, że na EFE trenuje się bardziej zaawansowane techniki – czyli nic konkretnego :-(. Takie zaawansowane treningi to rzecz co najmniej warta rozważenia jeżeli chodzi o staże organizowane w ramach PFA, ale z kolei 8h treningu w saunie zwanej “hala Olimpia podczas słonecznej pogody” wykończyłoby każdego…
  • etykieta – a dokładnie jej część zwana “początkowe seiza”. Otóż uczestnicy treningu mają usiąść w seiza w ten sposób, aby zająć cała długość sali. Idea szczytna, ale co w przypadku kiedy np. na treningu pojawiłyby się trzy osoby? ;-)
  • atakuke rozpoczyna atak zawsze w pozycji “hidari kamae” (potem oczywiście jest zmiana na migi kamae) i atakuje robiąc tylko wykrok do przodu. Strasznie ciężko było mi się przestawić na taki sposób ataku i na początku treningu powodowało to sporo zamieszania w początkowym ustawieniu tori <-> uke. Potem już się przyzwyczaiłem i nie było tak źle :). Sama idea “atak poprzez wykrok” jest interesująca – w końcu to bardzo bardzo krótki dystans i wymuszona szybsza praca tori :).
  • pozycja tori – to jest jedna z dwóch rzeczy, która mnie zaskoczyła najbardziej. Otóż tori podczas ataku nie patrzy się w bezpośredni sposób na uke – jego wzrok pada gdzieś obok. Zakładam że taki sposób zachowania ma na celu naukę instynktownego wyczuwania zamiarów / ruchów uke – niestety nie dane mi było poznać wielu idei tej odmiany aikido, więc nie mogę na 100% potwierdzić prawdziwości mojej interpretacji. W każdym razie jest to coś totalnie odmiennego od tego, co trenujemy na codzień i szczerze pisząc jakoś nie mogłem się przestawić :-(.
  • kote gaeshi – ta druga najbardziej “wstrząsająca rzecz” to sposób wykonywania samej dźwigni podczas końcowej fazy techniki. Generalnie wygląda to tak, że tori zakłada dźwignię bardzo wysoko przy jednoczesnym cofnięciu nogi i skręcie bioder, a co gorsza pod koniec lotu uke podciągając jego rękę do góry. Czyli nie ma szans na miękki pad, bo uke leci długo, wysoko (tak około 1-1,5m nad matą) i co najgorsze równolegle do podłoża. Ponadto taki sposób zakładania kote gaeshi wymaga idealnej pracy bioder, bo w przypadku cięższych uke naprawdę trudno nie stracić równowagi.Tak sobie myślę, że po kilkunastu latach takich ćwiczeń miałbym nadgarstki i kręgosłup do wymiany, ale nie mnie to oceniać :). W każdym razie w trosce o moje słabiutkie rączki :) już za drugim padem padałem zgodnie z zasadami aikido kobayashi czując się jak pilot oblatywacz… ;-)
  • egzamin – ta część stażu też okazała się całkowicie odmienna od tego co zwykle widujemy u nas. Mianowicie sam egzamin na 3 kyu trwa bardzo krótko, uke zmieniają się samodzielnie, a sam egzamin ma z góry ustalony przebieg. Najpierw jest osae waza w suwari (ciekawostka – wymagane są dwie wersje sankyo – jedna taka, jaką znamy, a druga z wymuszeniem położenia się uke na plecach, a potem na brzuchu), potem jest hanmi handachi waza (jedna lub dwie techniki), a następnie krótkie kakari geiko (kokyu nage). I całość naprawdę nie trwa dłużej niż 7-10 minut… – może to jakaś wskazówka dla egzaminów w ramach PFA? ;-)Poza tym Sensei po zakończeniu egzaminu powiedział coś dziwnego – mianowicie osoba zdająca na 3 kyu usłyszała; “Oceniam cię na 3,5″. Nie wiem czy to było 3,5 kyu czy jakiś system punktowy, ale tak było :-).

Jeżeli chodzi o techniki stażowe to ćwiczyliśmy z ataku shomen uchi m.in. irimi nage ura (też jakieś takie inne, bo polegające głównie na prowadzeniu za łokieć), udekime nage, shiho nage z wyciagnięciem uke do tyłu, aiki nage oraz irimi nage omote z wejściem na klatkę piersiową uke (inspirujące ;-)). Wszystko się działo w miarę spokojnym tempie – cały poprzedni dzień na macie w “saunie” oraz ostrożność wynikająca z faktu, ze byłem jedyną osobą spoza kobayashi robiło swoje :-).

Jak to zwykle bywa ze stażami warto na nich bywać - nawet jeśli jest to odmienna szkoła aikido i nie zna się podstaw / zasad definiujących odmienność owej szkoły zawsze można wychwycić tzw. “myki” i próbować stosować je na codziennych treningach :-).

P.S. Jeśli ktoś byłby w stanie wytłumaczyć podstawy ideologiczne ;-) dwóch kwestii “nie patrzymy na uke” oraz “robimy z uke pilota podczas kote gaeshi” byłbym wdzięczny. A nawet bardzo bardzo wdzięczny – w końcu jeżeli zrozumiem, to zapamiętam :).