No to VI Letnią Szkołę Aikido należy uznać za zamkniętą :-(. Było jak zawsze… inaczej :-). Inne miejsce noclegowe, nieco inny zestaw uczestników, inny catering :), inne techniki na treningach. Ale po kolei…

  • Noclegi – tym razem miejsce krótkich godzin snu ;-) stały się Kujanki, a dokładnie Ośrodek Wypoczynkowy UNIMETAL. Blisko jeziora, dużo przestrzeni, spokój i cisza (z małym wyjątkiem w postaci sesji DISCO POLO – pozdrawiamy sąsiadów z naprzeciwka ;-)). Domki kilkuosobowe, standard… surowy, ale praktyczny :). Dla odważnych tor bobslejowy w środku w postaci stromych schodów – znam już co najmniej dwóch zawodników, którzy zaliczyli ten tor ;-). Obydwoje mają imiona zaczynające się na Adr… :).
  • Ekipa – jak na “Drużynę A(ikido)” przystało zróżnicowana pod każdym względem – płci, wieku i ilości łap :-). Miło było zobaczyć stare twarze, miło było poznać nowe twarze :-).
  • Catering – noooo… zdecydowanie najlepszy spośród dotychczasowych LSA :-). No i ta Nożycoręka kelnerka… :)
  • Treningi – kokyu ho, kokyu ho, kokyu ho, kokyu ho, kokyu ho… tylko tyle zapamiętałem… Żartuję ;-). Co prawda poniedziałkowe treningi z Marianem Wiśniewskim upłynęły pod znakiem kokyu ho, ale potem już było z górki. Lekcja oddychania i kaeshi-waza z Sensei Pomianowskim, zajęcia z hula-hop z Sensei Jerzym Sapielą, podstawy aikido z Sensei Pascalem Norbelly. Można było się spocić :-).

Jest już późno, piszę bzdury… :-)