Na naszym profilu na FB w ten oto sposób poprosiliśmy o Wasze wspomnienia z pierwszego treningu aikido – niektóre z nich były naprawdę zaskakujące / przejmujące / pocieszające* :-).


Oto najciekawsze z Waszych wypowiedzi:

Tomek: „pierwszy trening, jak pierwszy trening – ale pierwszy raz, gdy robilo sie mae shikko i ushiro shikko, to nastepny poranek byl bardzo „interesujacy” :-D”

Piotr: Dzień po moim pierwszym w życiu treningu Aikido (Hara Dojo Łódź, Sensei Antek Płoński) pomyślałem sobie: „Jak dobrze, że nie jadę nigdzie pociągiem, bo bagażu na półkę bym nie wrzucił…”:). Rąk nie mogłem do góry podnieść.

Michał: Mój pierwszy trening w Shin Dojo to był wrzesień 2012. Moim pierwszym w życiu uke była na 99% Milena, z która ćwiczyłem taino tenkan ho, które z kolei uparcie robiłem bez tenkana, za to z tenkai (wtedy oczywiście nie znałem jeszcze nazewnictwa) :) Zakwasów nie pamiętam, za to zadyszka po rozgrzewce była, bo wtedy jeszcze paliłem ćmiki :)

Adam: Po rozgrzewce wyszedłem do szatni położyłem się na podłodze i chyba na „na chwilę” odleciałem (115 kg i 20 lat bez żadnych sportów). Potem wróciłem na trening, na którym nie kumałem nic :).

Magda: Zakwasy zakwasami (po pompkach z Sensei Adamem nie mogłam szuflady w kuchni otworzyć), ale stan przedzawałowy to standard. Teraz będę miała znowu od początku bo po przeleżanej 10 dniowej grypie mam zadyszkę jak na piętro wchodzę…

Radek: Standardowo, czyli zakwasy w miejscach, w których nie podejrzewaliście, że istnieją tam mięśnie;

Dziękujemy za wszystkie wypowiedzi – jak chcecie coś dodać od siebie to nie krępujcie się :).

PS. Zapraszamy także do przeczytania pierwszej (już niemalże prehistorycznej!) części tego wpisu.

* – niepotrzebne skreślić ;-)