W pierwszej chwili chciałem zacząć ten wpis od wspomnień typu “Mój pierwszy trening”, ale na szczęście przypomniało mi się, że już raz takie coś napisałem na naszym forum. Więc nie ma sensu się powtarzać i trzeba rozpocząć inaczej…

Około 10 lat temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami, za droga krajową nr 11 (Poznań – Piła znaczy się) było sobie małe miasteczko Złotowem zwane. I żyło sobie w nim dwóch młodzieńców tuż po przekroczeniu progu dorosłości (cokolwiek miałoby to znaczyć). I żeby nie było Wam łatwo zgadnąć o kogo w tej bajce chodzi to nazwiemy ich.. hmm… Jaś i Małgosia ;-).

Więc Jaś i Małgosia onego czasu spakowali swój dobytek i wyruszyli na swoją Wielką Drogę do Ziemi Obiecanej Poznaniem zwaną. A po cóż oni wyruszli? Ano po sławę, pieniądze, wino, kobiety, śpiew… a przynajmniej tak twierdzili, bo wszyscy, ale to wszyscy, wiedzieli, że to tylko przykrywka do Czegoś Większego. Proszę się nie obawiać – Jaś i Małgosia nie byli agentami Układu czy innych BJJ ;-), oni po prostu mieli poczucie Misji. I to Misji przez wielkie M. Ogromne M. M jak Mar…. Misja ;-).

W owej Misji dzielnie, ale to naprawdę dzielnie, wspierał ich Przewodnik (jeszcze nie Przewodnik Pascala ;-), ale nie wyprzedzajmy faktów…). I znowu żeby Wam nie było łatwo ukryjemy Przewodnika pod jakimś pseudonimem Np. Leśniczy – bo to w sumie też bajkowa postać :-). Tak więc Leśniczy dzielnie wspierał Jasia i Małgosię w ich Drodze (krajowej nr 11) – bo nie była, oj nie była to Droga usłana różami czy innymi ki-jami.

Ale Jaś i Małgosia byli twardzi – twardzi jak Roman Bratny – i dopieli swego. Mimo czających się zewsząd wrażych sił - a to zwodnicze Syreny w oddali śpiewały zwodnicze pieśni o zejściu do parteru, a to Ciotka Przyzwoitość non-stop nawoływała do studiowania czegokolwiek – wydali na świat swoje ukochane maleństwo. A imię jego to było “eSDe” (od red. – to też jest pseudonim, jeśli ktoś tego nie zauważył ;-)) i wcale, a już na pewno nie od razu, nie liczyl on 44 członków…

Do tej pory w Narodzie krążą legendy o porodzie owego maleństwa – konieczna była heroiczna wręcz pomoc Leśniczego, który (tak, nie bójmy sie użyć tego słowa) wahał się, czy Jaś i Małgosia dadzą sobie radę. Ale oni byli twardzi – mimo niesprzyjających warunków higienicznych, mimo bezustannych ataków wrażych sił, mimo wiatru, mrozu, śniegu, deszczu, słońca, “prawie-jak-klimatyzacji”, eSDe rosło w siłę…

Od czasu do czasu pojawiali się coraz to nowi członkowie rodziny z obcych landów i nawet czasem o obcych nazwiskach, którzy uczyli eSDe fikać koziołki. A eSDe lubiło fikać koziołki, oj lubiło. eSDe lubiło też podróżować, więc Jaś i Małgosia onegdaj postanowili zabrać maleństwo do wycieczkę do swoich Zacisznych stron rodzinnych. I ku zaskoczeniu wszystkich stało się nową świecką tradycją – odtąd co roku, letnią porą, eSDE jest pakowane i zabierane Drogą krajową nr 11 na wycieczkę edukacyjną w okolice Złotowa. Co najdziwniejsze – im bardziej męcząca jest ta podróż, im bardziej się eSDE spoci i zmaltretuje, tym bardziej jest przeszczęśliwy… No cóż, każde dziecko nosi w sobie odrobinę masochizmu… (nie mówiąc już o bliźniakach…).

I tak słodko mijały minuty, godziny, miesiące, lata… W tzw. międzyczasie Jaś i Małgosia zdecydowali się na drugie maleństwo – Sierakiem zwane. Maleństwo, jak każde maleństwo zresztą, jest słodkie, urocze i dopiero co zaczyna fikać koziołki. Plotki głoszą, że ostatnimi czasy fika coraz szybciej, więc nawet się nie obejrzymy, a już niedługo Sierak będzie chodził na tzw. podryw…

Jaka będzie przyszłość eSDe i Sieraka? Czy będą rośli w siłę? Czy będą żyli dostatnio? Czy będą mieli kolejne rodzeństwo? Czas pokaże, historia osądzi…

Zobaczymy za następne 10 lat :-).

Jasiu i Małgosiu – dziękujemy. Za wszystko co było i za wszystko co będzie :-).

P.S. Wszelkie podobieństwo osób… itede, itepe.